Wszystkowiedze wiedzą wszystko.

Kto to jest wszystkowiedz? Przechodzień, sąsiad, sprzedawca polis i pani z mięsnego, czyli wszystkie dziwki, które nieproszone i niepytane uraczą cię swoim zdaniem na każdy temat.

Wróć. Gdyby choć miały swoje zdanie na jakiś temat, to byłoby pół biedy. Nie mają swojego zdania tylko masę przyzwyczajeń wyniesionych z domu, szkoły i z telewizorni. Jeżeli nie mieścisz się w obrazie, który mają pomiędzy klapkami na oczach – biegną, by przywołać cię do porządku i w ten ramy wepchnąć. Może te ramy są ciasne, ale własne – proszę pana. Niestety nie własne, jak już sobie powiedzieliśmy wcześniej. Zawsze jeżeli dojdzie do dyskusji, to okazuje się, że ci którzy najgłośniej protestują nie mają żadnej wiedzy na dany temat. Ci którzy ją mają, nie wypowiadają już tak kategorycznych sądów, bo widzą dwie strony medalu – jak to w życiu, plusy i minusy danego rozwiązania.

Jest ciepły letni dzień: idziemy na spacer. Właściwie to ja idę, a Natasza jedzie w wózeczku. Świeci słońce, park rozśpiewany, jest cudnie. No może byłoby cudniej, gdyby nie te wszystkie baby co się tak na nas gapią, wprawdzie już przyzwyczaiłem się, że gdy idzie się z dzieckiem to ludzie przestają udawać, że się nie gapią, ale tym razem w ich wzroku dostrzegam nie zachwyt „tym małym aniołeczkiem”, a naganę. Naganę dla mnie. Wreszcie zebrały się w sobie, wylosowały najodważniejszą, która leci i się drze:

– A gdzie czapka? … Gdzie czapeczka dla maluszka? … Zapomniał Pan czapki! … Proszę nie odchodzić. … Proszę się zatrzymać.

Nie zdążamy dobrze dojść do domu, gdy drogę zagradza sąsiadka:

– A Państwu to się chyba okno popsuło?
– Nie, dlaczego?
– No bo w kółko otwarte, a maluszek w domu.

Dziecko ma mieć czapkę na głowie, a okna trzeba zamykać, nieważne, że to skwar miejskiego lata.

– A czemu ma mieć czapkę na głowie?
– Bo się przeziębi – i patrzy na mnie jak na idiotę, że nie wiem takich oczywistości.
– Od kilku tygodni tak spacerujemy i jakoś się nie przeziębia
– No ja nie wiem – i tu pojawia się magiczne słówko wytrych – ale … i znowu stek bzdur.

Znacie to? Na pewno znacie. Nie mieszkacie na bezludnej wyspie.

Dlaczego nazywam tych ludzi dziwkami? Bo się sprzedali. Oddali fantazję, plany i marzenia za wygodne życie w kątku, przed telewizorem. Dlatego tak ich denerwuje Twoje otwarte okno, bo pokazując im, że można żyć inaczej niż oni żyją, przypominasz im akt zdrady której się dopuścili. Wychodzisz na ulicę w spodniach zbyt kolorowych/za krótkich/za długich/za wąskich/za szerokich/ze zbyt wieloma kieszeniami/bez kieszeni, a oni czują, jakbyś krzyczał do nich: chamy i prostaki – sprzedaliście się, od czterdziestu lat chodzicie w tych samych szarych gatkach. A świat jest kolorowy.

 

wszystkowiedze-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski02

fot. archiwum

 

 

wszystkowiedze-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski03

fot. archiwum

 

 

wszystkowiedze-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski01

fot. archiwum

 

 

wszystkowiedze-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski04

fot. archiwum

 

 

wszystkowiedze-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski05

fot. archiwum

 

 

 

 

Share Button
  • Odwiedzin8978

3 komentarze

  1. A jak się w chuście nosi to jeszcze krzyki, że się dziecko dusi… komentarze, że nie ma czapki mimo, że jest owinięte 5 metrami materiału to norma… A jak woziłam synka w wózku na brzuszku, bo mu tak dobrze było też ryki wręcz, które budziły dziecko i to młodych kobiet, że dziecko się udusi heh… Chyba mamy ten sam wózek….:)

      1. Najbardziej mi żal jednak tych dzieciątek co w te upały jadą autobusem, w wózku gondoli z rozciągniętą budą, z zapiętą narzutą na wózek przeciwdeszczową a raczej przeciwmrozową… a w nogach mają jeszcze kocyk… Ubrane w ciepły pajacyk z grubymi skarpetkami…Matka wyciągnęła tego kwilącego kurczaczka na szczęście z tego piekarnika i zatkała go smoczkiem niestety… Dzisiejszy widok i reminiscencje jak mój najmłodszy synek miał tylko cieniutkie body na ramiączkach jak był noworodkiem i od pierwszych dni był na spacerze w czerwcowe ciepełko… Ja mam chyba pecha, że jak jadę autobusem i trafi się taki maluszek, to gotuje się we mnie i w nim… Ale nie umiem zwrócić uwagi matce wpatrzonej w swój smartfon czy inne ustrojstwo… Buczę pod nosem tylko sama do siebie jak wariatka heh {oczywiście w autobusie 5 stopni więcej jak na zewnątrz}.

Opublikuj komentarz