O mnie

Będziemy mieć bloga – mieć, bo to trochę tak jakby do naszej rodziny dołączyła jeszcze jedna osoba. Tak to czujemy, przecież blog to nie tylko teksty, ale i ich czytelnicy.

Wiemy o czym chcielibyśmy pisać: o czasie który wspólnie spędzamy, o pięknie zaklętym w starych książkach i przedmiotach pełnych czaru, o edukacji domowej naszych dzieci, o harmonii życia, o zrealizowanych marzeniach i drodze, która do tego wiodła, o dniach pełnych pasji i słońca, o radzeniu sobie z ciężkimi chwilami, o bogactwie, pokażemy też nieco przepisów wygrzebanych ze starych ksiąg i spróbujemy opowiedzieć o tym, dlaczego warto się dzielić. A w każdym z tych tematów jest tyle do przekazania – nie nadążam z zapisywaniem kolejnych szkiców do wpisów. Rozwiązał się worek pomysłów z których niejeden wiedzie do stu kolejnych.

Blog to nie życie.

Moja żona od dawna mówi o życiu skrojonym na miarę, napisałem nawet o tym w Szarlatańskich wersetach,

pozytywka-szarlatanskie-wersety-karolewski

ale blog to przecież nie życie, to wyrwane fragmenty, kawałki puzzli, które się na to życie składają – takie smakowite chwile – luksusowe makaroniki. Więc nazwa przychodzi właściwie sama, jest z nami od lat, prześlizguje się nad podłogą, gdy otwierając okno wpuszczamy poranne słońce i paruje z talerza pełnego pomidorówki. Czuję ją na ustach, gdy palce cieszą się dotykiem starodruków. Towarzyszy nam, gdy Natasza uśmiecha się do obiektywu i gdy migawka cicho trzaska. To chwile na miarę. Słodkie. Gorzkie. Kwaśne. Słone, ale również: owocowe, leśne, kawowe, miłosne, gniewne, koniczynowe i księżycowe – w pełnej gamie tęczy smaków, i uczuć. Nasze. Prawdziwe.

 

A konkretniej tu:

Stanisław Karolewski