Nie boisz się wykluczenia z inteligiencji? – Wróć do przyrody!

Dziś, gdy tyle się mówi o spadającej efektywności pracy, o wypaleniu zawodowym i wyczerpaniu społeczeństwa, a z drugiej strony kładzie ogromny nacisk na „socjalizację” dzieci – zwłaszcza tych edukowanych poza oficjalnym systemem oświaty, warto przypomnieć wprawdzie trzytomową, ale i tak niewielką książkę Dr. Miklaszewskiego Wróć do przyrody!. Znajdziemy w niej wiele rozważań na temat Systemu czy też jak byśmy dziś powiedzieli: Matrixa, który już sto lat temu stosował dokładnie te same sztuczki co dziś.

Jednak, nie mogąc pogodzić się z przeciwieństwem, jakie zarysowuje się między naszym uspołecznieniem, a podstawami nauki o życiu, postanowiłem wypowiedzieć się głośno, chociażbym miał mieć nielicznych słuchaczy.(…)

Już mi się podoba. Ten blog powstał między innymi również przez liczne przeciwieństwa między uspołecznieniem a rozsądkiem.

Zastanawiając się nad przyczyną zdenerwowania i wyczerpania, które stanowią istną plagę społeczeństw współczesnych, musimy z konieczności przejść do przekonania, że budżet przychodu i rozchodu sił u szerokiego ogółu został zachwiany.(…)

Brzmi znajomo? Nadmienię, że przytaczany ustęp pochodzi z 1906 roku.

Znamienną cechą naszego wieku jest zdobywanie coraz nowszych środków podniecających, które, podług mniemania powszechnego, mają wzmacniać nasz ustrój, czynić go sprawniejszym, silniejszym, bardziej odpornym na różne szkodliwości.(…) Jak wszędzie w przemyśle i handlu, tak i tu opiera się wszystko na reklamie, która jest prowadzona prawdziwie po amerykańsku, nie mówiąc już, że szereg lekarzy, otrzymuje t. z. próby nowych leków, masę, broszur o ich skuteczności, lecz od kilku lat zostaliśmy obdarzeni paru pismami darmowemi, które wydają właściciele olbrzymich fabryk rozmaitych przetworów, a jedna z firm rozsyła nam ozdobne notesy lekarskie ( 4 na rok!) ze skrzętnym wyliczeniem swych wyrobów, których cena jest tak wysoka, że dość zapisać raz jeden takie lekarstwo, by pokryć koszta tej reklamy za siebie i paru innych kolegów, którym sumienność nie pozwala zalecać środka niewypróbowanego.

Jednak świat „poszedł do przodu”. Jakże niewinny i naiwny wydaje się autor tej książki i ten system przekupstw – dziś już nikogo nie gorszą darmowe gazety czy notesiki i długopisy wręczane lekarzom. Nielicznych gorszy gotówka.

Ze zbiorów Antykwariat Szarlatan

Ze zbiorów Antykwariatu Szarlatan

II Praca

Gdyby można było otrzymać od najszerszego ogółu odpowiedź na pytanie, czym jest praca, to prawdopodobnie 9/10 ludzi dorosłych określiłoby ją, jako smutną konieczność zdobywania środków do życia.*(…) Gdybym miał(…), określić pracę w pojmowaniu dziecka, to nie umiałbym znaleźć lepszego określenia nad „niewyczerpane źródło przyjemności, rozkoszy”.

Sądzę, że większość odpowiedziałaby: co innego praca- co innego zabawa; dorosły, gdy się bawi, jest również wesoły, a dziecko gdy je zmusić do pracy, będzie również posępne, niezadowolone.

W tej odpowiedzi jest tylko część prawdy. Zasadniczy jej błąd polega na przeciwstawieniu pracy zabawie, albowiem z punktu psycho-fizjologicznego niema między niemi istotnej różnicy: obiedwie są tylko wyładowaniem sił napięcia, zebranych w ustroju.(…) przyroda nie zna różnicy pomiędzy pracą i zabawą,(…) nasz ustrój powinien doznawać zadowolenia, przyjemności, rozkoszy przy wszelkiej czynności, przy wszelkim wyładowaniu sił napięcia(…).

Bo prawdą jest, że tylko uspołecznienie, z całym sztabem swych wielkich celów, gromkich haseł, położyło swą ciężką dłoń na życie i wytworzyło przymus pracy, rugując popęd, przyrodzony czynnik i bodziec wszelkiego działania. W ten sposób powstały dwa rodzaje działalności: jedna, która zachowała cechy naturalne, fizjologiczne, w której popęd jest bodźcem, a wyładowanie sił odbywa się obficie, swobodnie, jak z nieprzebranych skarbów bogacza, co właśnie stwarza nastrój zadowolenia; – i druga, wytworzona przez przymus, który żąda wysiłków dla osiągnięcia celów, nie mających ścisłego związku z działaniem. Pierwsza – to zabawa, druga-praca, w naszym współczesnym rozumieniu, tak sprzecznym z przyrodą.(…)

Jak często praca, którą zwiemy umysłową, duchową, jest niczym innym, tylko nieuświadomionym ruchem kółek maszyny, którą kieruje ukryta sprężyna, nakręcana przez tego, kto posiada klucz.

Ale nie tylko czynniki natury ekonomicznej sprowadzają ten smutny objaw. Jeszcze jeden czynnik odgrywa tu rolę doniosłą; mianowicie: chęć podciągnięcia wszystkiego i wszystkich pod jeden wzór, uznany za godny naśladownictwa, że tak powiem urzędowo opatentowany.

Począwszy od ubrania, którego krój, odrobienie, barwa zostają narzucone najszerszemu ogółowi pod rygorem wykluczenia z inteligiencji, bo moda, choćby najdziwaczniejsza, najmniej odpowiadająca zadaniu odzieży, uważaną jest za obowiązkową dla człowieka szanującego się; przechodząc do sposobu mieszkania, żywienia się, przepędzania czasu, a kończąc na wychowaniu i kształceniu dzieci, – wszystko, co wchodzi w zakres życia, jest podciągnięte pod jakieś formy urzędowe, zacierające osobowość, przekształcające szeroki ogół na zbiór podobnych do siebie jednostek, mających jednaki wygląd zewnętrzny, jednakie cele, dążności, taki sam sposób myślenia, działania.

Zapewne jednostka zbiorowa, w której cechy osobnika powtarzają się krocie razy u szeregu innych osobników, może nawet robić wrażenie potęgi, wielkiego wydoskonalenia; jednak rozwój poszczególnych osobników przedstawia się tu zazwyczaj tak marnie, że każdy z nich umie chodzić tylko po raz wydeptanej ścieżce, a zboczywszy z niej, błąka się bezradny. To jest źródłem przysłowiowej tępości Prusaków, u których prawdziwie wojskowy rygor wychowania i kształcenia zabił samoistność myślenia i działania.

1906 rok, co było dalej z Prusakami – historia pokazała. Nasz system edukacji także opiera się na modelu pruskim.

Jeśli rozpatrzeć inną jednostkę zbiorową, np. las, to w takim stanie , w jakim stworzyła go przyroda, znajdziemy w nim rozmaite drzewa, różnych gatunków, wielkości, o rozmaicie rozkrzewionych konarach i gałęziach. Ta rozmaitość pociąga nasz wzrok, pobudza wyobraźnię. Mówimy o malowniczości położenia, o cieniach i półcieniach, o osobliwościach drzew poszczególnych, i chodzilibyśmy po tym lesie od końca do końca, znajdując zawsze coś godnego uwagi.

Inaczej wygląda las np. pod Berlinem: sosna stoi od sosny w jednakowych odległościach, wszystkie gałęzie poobcinane na jednej wysokości, do szeregów poważnych wiekiem jednostek nie zakradł się ani jeden krzew młodociany, nawet kwiatek i trawka nie mają tu przystępu… I Prusak szczyci się kulturą tego lasu, który zda się czekać tylko na komendę, by ruszyć z miejsca na wroga; za to piechura, szukającego wrażeń estetycznych, przynęci ta grupa jednakich drzew chyba… cieniem w dzień upalny.

Ten las w kulturze, a raczej to zbiorowisko drzew jednakowej miary, jednako ociosanych z gałęzi, które z biegiem czasu padną jednocześnie pod toporem i dadzą właścicielowi sztuka w sztukę po kilkadziesiąt marek, – to tak świetny interes, że Prusak patrzy z prawdziwym politowaniem na przechodnia, któremu nie przyszło to na myśl.

Zbiorowisko drzew nie las – ładnie powiedziane. Rodzina połączona węzłem, który tylko śmierć może rozwiązać czy zbiorowisko ludzi, których można dowolnie przeflancowywać i krzyżować?

Czy nie tak samo wygląda społeczeństwo kulturalne? Zestrychowało osobowość, by nawet jedna głowa nie wzniosła się ponad tłum, pościnało pędy, by rozwój odbywał się w kierunku najwyższego… pożytku, podzieliło na kasty, warstwy, klasy (las na kwatery), by maluczki nie zapragnął wejść pomiędzy wielkich i – dumne jest z urządzeń, które zapewniły mu siłę i potęgę…

Czytając raz jeszcze, zostawiając pauzę między wierszami: by rozwój odbywał się w kierunku by maluczki nie zapragnął wejść pomiędzy wielkich. Hmm.

A jeżeli czasem kto spyta: dlaczego nie mamy dziś słowików w poezji, myślicieli w nauce, twórców w sztuce?-to odpowiada się mu: „młodzież się klasycyzmu zrzekła”, „lenistwo rozpanoszyło się wśród niej”, „nie kształci się na starych, wypróbowanych wzorach”, „wyrzekła się wiary, zasad” i t. d.; i nikomu nie przyjdzie na myśl, że w tym społeczeństwie wszyscy są zestrychowani pod jedną miarę, że te kulturalne jednostki są tylko kółkami bezwładnemi złożonej maszyny, której sprężyna ukryta wprawia je w ruch.(…)

I dziwić się tu, że tylko jednostki, które zdołały wyłamać się z pod tego systemu, czy to dzięki niezależności materjalnej, czy też – większej odporności duchowej, że tylko jednostki odczuwają zadowolenie, rozkosz pracy…

Rozkosz pracy!? Przecież to dla znacznej większości contradictio in adiecto!…

Tak! Dla tej większości, której uspołecznienie dało zamiast przyrodzonego popędu do działania – przymus do pracy, i to do takiej, która nie czyni zadość potrzebom osobnika, prowadzi go do wysiłków, znużenia, wyczerpania po to, by nagrodzić kęsem chleba i – lekceważeniem. Dla tej większości upośledzonej i krzywdzonej praca jest jednoznaczna z cierpieniem… I to są te automaty żyjące!(…)

Gdy przypomnieć, że w pierwocinach życia każdego człowieka wszystkie przejawy pracy były niezależne, popędowe, samodzielne, gdy przypomnieć, że towarzyszyło im zawsze odczuwanie zadowolenia, przyjemności rozkoszy, to chce się wołać: wróćcie te szczęśliwe czasy, kiedy nie znało się przymusu, wróćcie lata dziecięce, pierwowzory normalnego życia!… Wróćcie!…

A na to wezwanie odpowiada szydercza twarz satyra: musisz!

I nie masz nawet prawa spytać dlaczego?

Więc, schyliwszy kark i zacisnąwszy pięść, ciągniesz dalej taczkę, jęcząc i klnąc.

Reasumując (dla tych, którzy zaglądają tu tylko do puent : )  ) Doktor Miklaszewski, przeszło sto lat temu twierdził, że ten kto nie da się wtłoczyć w formę nakładaną na niego przez uspołecznienie i kulturę, kto będzie pielęgnował własną indywidualność nigdy nie będzie pracował – będzie się ciągle bawił zyskując przy tym zdrowie i siły. I brzmi to zadziwiająco podobnie do słów, które znamy z biografii genialnych artystów, naukowców i biznesmenów.

 

 

 

Koniec części pierwszej, sporządzonej – dobrze się przy tym bawiąc – na podstawie tomu I.

 

 

Chwile-na-miare-Wroc-do-przyrody 001

 

 

* Wszystkie pogrubienia moje.

Dr. W. Miklaszewski, Wróć do przyrody 1-3t., Wydawnictwo M. Arcta w Warszawie 1907r.(wydanie drugie), ze zbiorów Antykwariatu Szarlatan

Share Button
  • Odwiedzin45638

Opublikuj komentarz