Moje pierwsze chińskie pióro.

Działo się to w czasach w których po wrocławskich ulicach jeździły głównie Fiaty, Skody i Polonezy, a wszyscy których mogłem znać, posługiwali się atramentem czerpanym z buteleczki z napisem: Hero Ink.

 

chinskie-pioro-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski-01

Może byli i tacy co przywozili pióra i atramenty z legendarnej krainy zwanej: Zachodem (wymawiać z nabożną czcią), lub dostawali je od wujka z Ameryki – wtedy każdy miał jakiegoś wujka w Ameryce.

Może byli i tacy, co wyciągali ze swoich paczek atrament Parkera albo Pelikana, ale normalni ludzie woleli wyciągać czekoladę, kawę i filtry do ekspresu – których nie było do czego włożyć, więc leżą dziewicze w polskich kuchniach, na dnie szuflad i czekają na kawę po dziś dzień. Normalni ludzie wyciągali z tych paczek puszki z białym napisem HAM przypominające swym kształtem zaokrągloną łzę – pewnie dlatego, że zawsze na widok tych paczek, wypełnionych dobrem, oczy szkliły się łzami radości. Masowo. Obowiązkowo. Pewnie z tych łez właśnie Bałtyk urósł taki duży, że jednak tylko nielicznym udawało się pokonać go kajakiem.

Nam wystarczał jednak atrament  Hero, nawet nie myśleliśmy o jakimś innym, no bo czym niby miałby się różnić?

W takich właśnie czasach dostałem swoje pierwsze pióro, chińskie.

chinskie-pioro-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski-02

W tamtych czasach takie pióra nie miały marek, nazw i numerów. Mogły mieć jedynie kolor. Moje było zielone, potem miałem jeszcze czarne i bordowe – chyba po bracie.

Wykonano je z tworzywa, twardego i mocnego – skoro przetrwało lata w szkolnym piórniku. Stalowa stalówka. Wygląd klasyczny, opływowy kształt, mała strzałka nad stalówką.

Jak pisało? Drapało, skrzypiało i kleksiło. Każdorazowe napełnienie było widać jeszcze na drugi dzień, na niebieskich lub czarnych dłoniach. Te pióra występowały w wersji z tłoczkiem i na naboje, z tym, że nabój wystarczało mieć tylko jeden. Szanujący się uczeń, przy atramencie trzymał również strzykawkę, którą napełniało się wciąż ten jeden nabój, podobnie jak niedługo potem napełnialiśmy kartridże.

Te pióra, na które dziś nikt by nawet nie spojrzał, a jednak wszyscy je wspominamy – to były pióra! Wcale nie takie złe… Wszyscy, którzy biorą do ręki to pióro, widzą film swojej młodości. Wszyscy, którzy podobnie jak ja, napisali nim pierwsze wiersze miłosne i pierwszy list. Czasem mam ochotę znów napełnić je atramentem, ale za każdym razem kamienieję w pół gestu, bo coś mi mówi, że tamtych zakochanych oczu już nie ma.

 

chinskie-pioro-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski-03

chinskie-pioro-blog-chwile-na-miare-stanislaw-karolewski-04

Share Button
  • Odwiedzin20302

Opublikuj komentarz