Już wolę przemoc.

W tzw. środowisku alternatywnym dużą wagę przywiązuje się do sposobów i systemów edukacji. Alternatywni edukatorzy wycierają sobie gębę Marią Montessori zastanawiając się czy tylko zabawki, przepraszam, pomoce naukowe z certyfikatem nadają się do edukacji, czy także i te zrobione na wzór propagowanych. Pojawia się Thomas Gordon i mówi się o Summerhill. Modne są szkoły leśne, wolnościowe i demokratyczne. Pojęcia, miejsca i nazwiska mnożą się w nieskończoność. Od dawna mam jednak wrażenie, że dla dziecka nie jest najważniejsze w jaki sposób podchodzisz do jego edukacji. W jaki aparat naukowo-pedagogiczny zostałeś wyposażony, lecz to jakim człowiekiem jesteś. Kim jesteś. Co sobą reprezentujesz.

Jestem przeciwnikiem edukacji narzucanej przez represyjny system państwowy, o czym wielokrotnie pisałem na tym blogu, ale w swojej uczniowskiej karierze spotkałem również nauczycieli wyjątkowych. Najlepiej pamiętam matematyczkę: Panią Werę Mróz, która rzucała w uczniów kredą wołając: Ty idioto! a później zarywała noc, sprawdzając nasze cotygodniowe kartkówki i wielostronicowe zadania domowe. Zostawała też dłużej po lekcjach, by przygotować nas do konkursów matematycznych, wywiesić nową gazetkę ścienną lub gipsowała dziurę pod tablicą.

Brzydzę się przemocą, także tą słowną, ale prędzej zostawię dziecko z mądrą i zaangażowaną nauczycielką potrafiącą przekląć i „sterroryzować” dziecko, niż z pretensjonalną idiotką przesiąkniętą pedagogiką Montessori.

Niestety, obawiam się, że to samo dotyczy edukacji domowej – także tej, którą odbywają dzieci w każdym domu – po szkole. Najważniejsze, co może zrobić nauczyciel-rodzic, to rozwijać się.

♠♠♠

A gdy myślałem nad zakończeniem powyższego artykułu z pomocą w poszukiwaniach mądrości przyszła jak zawsze niezawodna mądrość ludu… i okazało się, że mam niestety przechlapane, nic mi nie pomoże:

Clipboard02

Share Button
  • Odwiedzin45359

Opublikuj komentarz