Jesteśmy automatami. Biorobotami. Dzieci przynoszą nam jednak nadzieję na odzyskanie wolności…

W naszych życiowych wyborach posługujemy się niemal wyłącznie schematami. Programami. W dodatku nie naszymi lecz tymi, które wgrano nam dawno temu. Ograniczają nas przekonania naszych rodziców, babć, nauczycieli i sąsiadów czyli głupota zbiorowa społeczeństwa. Nie pozwalają nam na myślenie.

Wpadamy w koleiny utartych schematów i automatyzmu. By je dojrzeć i wyrwać się z ich ograniczających macek, potrzebny jest wstrząs – i właśnie to ofiarowują nam nasze dzieci. Wstrząs czyli dodatkowa energia, zdolna zrobić chwilowe spięcie w naszym schemacie postrzegania świata. Jak wszystko na tym świecie otrzymamy go po dobroci lub przyjdzie z cierpieniem. Mając dzieci możemy dostać miłość lub strach. Najczęściej to i to.

Zacznijmy jednak od podstaw. Zadajmy pytania: kto od kogo się uczy? Czy my jesteśmy dla dzieci? A może dzieci są dla nas? A może to działa w dwie strony, pół na pół?

Mamy wpojone jakieś brednie o wychowywaniu kogoś i podporządkowujemy się temu schematowi, zapominając, że każde nasze zachowanie, każda myśl i każdy gest będzie przez dzieci i tak zauważony, i skopiowany. Jednocześnie nie przywiązujemy wagi do tej drugiej połowy – do tego, że dzieci chcą nas czegoś nauczyć, do tego wstrząsu i tych zmian, które możemy osiągnąć wyłącznie dzięki naszym dzieciom. Kiedy jednak zatrzymamy się i posłuchamy, co mają nam do przekazania otworzy się przed nami świat pełen wewnętrznego czaru, słońca i nieskończonych możliwości.

Przechodzimy obok Ogrodu Botanicznego:

– Tato, ale tam jest ładnie!

– Jeżeli masz ochotę, to możemy się tam wybrać. Jak byłaś mała to, chodziliśmy tam prawie codziennie.

– Tak, tato! Kiedy tam pójdziemy?

– Moglibyśmy w środę, ale podobno ma padać, więc jak będzie padać, to pójdziemy w piątek.

– A co jest szybciej środa czy piątek?

– Środa, ale słyszałem, że ma padać deszcz.

– To co, że będzie padać?

– To zmokniemy i będzie nam zimno. Jak będzie padać, to w środę zostaniemy w domu, albo pójdziemy na krótki spacer, a do ogrodu wybierzemy się w piątek.

– Tato, to weźmiemy kalosze i parasole. Chodźmy w środę!

Logiczne? Logiczne. A jednak mój wmontowany program nie dopuszczał możliwości umawiania się na taki „lepszy spacer”, bo ogrodowo-botaniczny w przypadku deszczu. Jednak dałem się przekonać. Zdecydowanie było warto: rześkie powietrze, cały ogród tylko dla nas, świetnie spędzony dzień. Jedna koleina w mózgu mniej.

 

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski13

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski12

 

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski11

 

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski09

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski08

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski07

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski06

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski05

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski04

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski03

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski02

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski

Ogrod-Botaniczny-BLOG-CHWILE-NA-MIARE-stanislaw-karolewski10

 

 

 

 

Share Button
  • Odwiedzin22184

Opublikuj komentarz