GILgotasz?

Jedną z konsekwencji przetłumaczenia angielskiego homeschooling na polskie: edukacja domowa, jest fałszywe przekonanie ogółu społeczeństwa o tym, że ta forma edukacji polega na uczeniu dziecka w domu analogicznie do edukacji szkolnej, która polega na zamknięciu dzieci w klasie i przykuciu do ławki*. By pozbyć się tego niedobrego skojarzenia można by używać terminu edukacja pozaszkolna, który też nie bardzo mi się podoba, ponieważ uważam, że trzeba mówić o tym co jest, być za czymś a nie przeciw czemuś. Ten termin sugeruje też, że szkoła, taka jaką ją wszyscy znamy, jest czymś normalnym, a edukacja pozaszkolna byłaby odstępstwem od normy. Nie ma nic bardziej mylnego. Najchętniej nazywałbym ją po prostu edukacją a tamtą – wynaturzoną edukacją szkolną albo delikatniej systemową edukacją szkolną, ale oczywiście samo określenie edukacja nie byłoby dla większości zrozumiałe. Może właściwym terminem byłaby edukacja naturalna?

Więc w edukacji naturalnej, ponieważ nie tracimy codziennie czasu na zrywanie dziecka z łóżka, na szarpaniny z jedzeniem śniadania i poranną toaletą, nie tracimy czasu na dojazdy do szkoły i na odbiór z niej dziecka, a przede wszystkim dziecko nie traci czasu spędzając go w szkole, mamy go dużo. Wystarczająco dużo czasu by poznawać świat w jego rzeczywistej postaci, nie skażonej przez rządowy podręcznik, a także na to, by wychodzić z domu, poznawać nowych ludzi, pytać co robią i jak. Jest też czas na gry, zabawy i szaleństwa. Czas na życie.

Jedną z propozycji spędzenia czasu z dzieckiem, które mogą zainteresować Wrocławian są spotkania z pisarką Agnieszką Gil. Od wielu lat organizuje GILgotki dla dzieci małych i dużych. Miałem okazję widzieć ją kilkakrotnie w akcji – GILgotki organizowane są na ogół w miejskich bibliotekach, ale spotkaliśmy się też przy okazji imprez literackich: za każdym razem pojawiały się tam dzieci w różnym przedziale wiekowym i wszystkie dawały się rozGILgotać.

W końcu moje dziecko dorosło do tego, by dać się Agnieszce poGILgotać.

Czego tam nie było? Gry. Zabawy. Rysowanki. Były też chwile na poważne rozmowy. Oczywiście jak przystało na wziętą pisarkę i miejsce (biblioteka), punktem wyjścia do rozmów i zabaw były przygody książkowych bohaterów. Tematem przewodnim zajęć, które odwiedziliśmy, była rodzina. A moje dziecko na pytanie:

– Co tata lubi najbardziej robić?

Nie odpowiedziało, że jeść i spać. O nie! Powiedziało:

– Czytać.

Więc skoro GILgotkowo-Nataszowe zwierciadło okazało się tak łaskawe, wybierzcie się i Wy. Może i Was duma poGILgota?

 

GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (8)

GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (1)

GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (2)

GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (3)    GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (4)

GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (5)

GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (6)

GILgotki-Agnieszka-Gil-Blog-Chwile-na-Miare-Stanislaw-Karolewski (7)

 

 

* Z tymi ławkami to też ciekawa sprawa, mi kojarzą się ze: szkołą, kościołem, przychodnią, urzędem, parkiem. Inne równie często odwiedzane miejsca jak: uczelnia wyższa, restauracja, kino, korzystają już z krzeseł i foteli. Do pierwszych (prócz parku), przychodzimy, bo musimy (obowiązek szkolny, piekło, ból utraconego zdrowia, kolejny obowiązek wobec państwa) te drugie kuszą nas możliwością zachowania indywidualności i godności.

Agnieszka Gil prowadzi blog Piszę z Wrocławia

Share Button
  • Odwiedzin44255

Opublikuj komentarz