Edukacja domowa – opis sprzed stu lat.

Edukacja domowa – edukacja naturalna, która towarzyszy ludzkości od zarania dziejów dla naszych dziadków była jeszcze czymś zwykłym, powszechnym, osiągalnym. Nie budzącym grozy i drżenia rąk. Wertując stare pamiętniki czasem trafiam na takie opisy, ten pochodzi z przytaczanej już tu kiedyś książki Mamałyga, czyli słońce na stole i dotyczy czasów sprzed stu kilku lat – nie tak odległych znów.

Gdzieś na Kresach... Zdjęcie ze zbiorów Antykwariatu Szarlatan

Fotografia – to było wydarzenie… Zdjęcie ze zbiorów Antykwariatu Szarlatan

Statkiem na Dniestrze

Znów minął rok i znów wypadło mi jechać do Mohylowa. W naszej okolicy nie było gimnazjów, uczyłem się więc w domu z korepetytorem, ale musiałem potem zdawać państwowy egzamin, aby móc przejść do klasy następnej. Podróż przeszłoroczna wykazała, że odległość była zbyt duża, aby odbywać ją wyłącznie zaprzęgiem konnym. W tym roku miałem jechać końmi tylko do Jampola, a potem już statkiem do Mohylowa. Siedziałem rozwalony na tylnym siedzeniu czarnego powozu, rozrzuciwszy szeroko ręce i nogi, bo było gorąco. Widziałem kiwającą się na tle nieba furażkę Jakuba tkwiącego na koźle. Odpływały wciąż do tyłu pola słoneczników, kukurydzy, pszenicy i kawałki stepu. Obiad, składający się z zimnej mamałygi z bryndzą i chleba z kiełbasą, zjedliśmy w drodze, bez zatrzymywania się. Stanęliśmy tylko przy studni z długim żurawiem, by napoić konie. Pod wieczór ukazał się Dniestrowy jar, pełen zieloności.

Co ciekawe już wtedy system zaczynał dawać się we znaki: autor mieszkający w wiejskim majątku a więc żyjący zgodnie z rytmem wschodów i siewu, zbiorów oraz pór roku wyznaczanych przez przyrodę, hodujący wszelkie spotkane zwierzęta, przewyższający swą wiedzą i Ciebie Czytelniku, i mnie ów egzamin oblał z przyrody właśnie. Na szczęście miał mądrego ojca – ten kazał mu jeszcze więcej biegać po łąkach – zbierać kolejne zwierzęta do hodowli – czyli robić to, co nasz bohater uwielbiał.

A jak skończył tak liberalnie traktowany gimnazjalista?

Został inżynierem i sławnym konstruktorem samolotów posiadającym w dodatku lekkie pióro, czego nie można niestety powiedzieć o autorze tego bloga, który ukończył wszystkie klasy w ławce i za biurkiem.

Można i tak...  Zdjęcie ze zbiorów Antykwariatu Szarlatan

Można i tak… Zdjęcie ze zbiorów Antykwariatu Szarlatan

Stanisław Makowiecki, Mamałyga, czyli słońce na stole, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976, wydanie I

Share Button
  • Odwiedzin41685

Opublikuj komentarz