Czy wegetarianie nie mogliby być dorosłymi ludźmi? Wege, co z wami?! – Nasze słodkie święto miłości…

Skończyło się jak zwykle - surówką Agi.

Święto na W., które przypada czternastego lutego. Nie mogę wymienić jego nazwy, bo za chwilę dyskusja przeniesie się na temat komercjalizacji miłości, słowiańszczyzny i Nocy Kupały. Więc Święto na W., dwoje dość dorosłych i dość eleganckich tego dnia wegetarian – no właśnie, wegetarian lub po prostu: ludzi niejedzących mięsa, w dodatku czujących sympatię dla dalszych dziwactw: weganizmu, witarianizmu i frutarianimu – okresowo korzystających z każdej z tych diet.

Jeszcze raz, od nowa: zakochana para, dwoje starszych ludzi na randce (tak, w starczym wieku też się takie zdarzają), próbuje coś zjeść. Dodam, że akcja rozgrywa się we Wrocławiu – podobno wielkim mieście, mogącym zadowolić najbardziej wysublimowane gusta.

Co zjeść?

Tak naprawdę cokolwiek ciepłego, co nie miało oczu. Pizza też odpada. Mamy mapę, świeżo wydrukowaną na pracowej drukarce – zaznaczone jak wół (a jednak zwierz), wegetariańskie restauracje. W tak bogatej ofercie na pewno znajdziemy jakąś miłą knajpkę…

Akurat…

Przerobiliśmy ich z tuzin: jak to nie Mac Donald’s w wersji wege, to wewnątrz towarzystwo… wchodzimy: dredziarze, hipsterzy czy inne dzieci emo – nie bardzo się na tym znam, dość że wszyscy gapią się na nas jakby się na ufo gapili, złowieszcze oczy zdają się mówić, że za obcasy i marynarkę to tu można dostać nożem między czwarte, a piąte żebro… – ironizuję, ale tak nie na miejscu nie czułem się nawet gdy na studiach zwiedzałem piwne spelunki dla swojaków z Nadodrza czy innego Trójkąta. Gdy ludzie w knajpach wege przerywali jedzenie zupy z pełną łyżką zawieszoną w połowie między talerzem, a buzią – nie stwarzało to przyjaznej atmosfery. W kolejnym miejscu znów głównie hamburgery i barman „tykający” nas na dzień dobry – cóż wielkiego? Nic, ale wiecie: to randka, ma być miło, a wiem już, że nie będzie. W knajpach dla mięsożerców obowiązują jeszcze zasady starego świata – obcy ludzie rozmawiając używają formuł grzecznościowych, a także słów: Pan, Pani, Państwo. Nie rozumiem dlaczego zmiana diety musi oznaczać ustawienie się w jakiejś czerwonej rewolucyjnej awangardzie? Chcę tylko kupić talerz sałaty, a nie stawać na szczycie barykad kontrkultury!

I tak jest wszędzie gdzie udaje nam się dotrzeć: w „normalnych” restauracjach nie ma miejsc, lub nie ma kart w których byłyby bezmięsne dania (nie mówiąc o wegańskich czy raw), a jak niby są i są jeszcze miejsca to dają tylko danie dnia – zawijane coś tam ze świni. Z kolei w tych wege… same komuny, bez tenisówek i tatuażu nielzia. Marzenia o jakichś ustronnych stolikach, świeczkach i trzymaniu się za ręce – to już była całkowita fanaberia z mojej strony.

Kiedy przestaliśmy jeść mięso, a minęło już parę ładnych lat, indagowani o to, czy jesteśmy wegetarianami odpowiadaliśmy, że nie. Absolutnie. Po prostu nie jemy mięsa. Bo każdy na słowo wegetarianin reaguje tak samo: widzi na ekranie wyobraźni takiego obdartusa-komunistę z którym nikt poważny nie będzie robił interesów. Kobiety jakoś bardziej, szybciej przełamały ten schemat. Fajna, rozsądna babka może być bezmięsna, ale facet? Tak, tak to wina telewizji która, gdy pokazuje mężczyznę przywiązanego do drzewa mówi, że to ekolog w domyśle rzecz jasna wegetarianin. Czy aby na pewno zawiniły tylko media? Jakie świadectwo wystawiają sobie sami wegetarianie? Słabe. Bardzo słabe.

Dlaczego muszę wybierać między kotletem, a wstąpieniem do sekty? U jednych obcy, u drugich nie swój.

Co jest takiego z wegetarianami, że nie potrafią poprowadzić normalnej restauracji z obrusem, w której kelner powie: Dzień Dobry Państwu?

A może to tylko ja jestem dinozaurem zapatrzonym w dawne obyczaje? I naprawdę wszyscy inni wege… to młodzież, która właśnie takich doznań poszukuje? I starsza młodzież, która jednak młodzieżą chce się poczuć…  A może czytelniczy tego bloga rozumieją o czym piszę? Może i oni pod surowym wzrokiem kelnera chyłkiem przemykają wzrokiem po menu szukając czegokolwiek bez mięsa, by nic nie znalazłszy udać się do wegestauracji i godzić się na jakąś wymuszoną komunę, kryjąc pod czapką brak dredów?

Wszyscy mięsożercy myślą, że wegetarianie w skrytości ducha tęsknią za mięsem. Gówno prawda. Prędzej przejdę na samo powietrze niż tknę padlinę. Wiecie za czym tęsknię z tamtego mojego mięsnego życia? Za tym żeby zostać obsłużonym tak jak obsługuje się, wedle starej kelnerskiej szkoły, w knajpie myśliwskiej Galicja na Starowiślnej, na tyłach krakowskiego Kazimierza.

 

Skończyło się jak zwykle - surówką Agi.

Skończyło się jak zwykle – surówką Agi.

 

 

Share Button
  • Odwiedzin281877

5 komentarzy

  1. Zapraszam do Katowic – w BO TAK obsługa jest na profesjonalnym poziomie. Zresztą w pozostałych knajpkach (Złoty Osioł, Bellmer Cafe) również nigdy nie spotkałam się z nieuprzejmymi zachowaniami ze strony kogokolwiek, a bywam tam od kilku lat. Tam jednak zamówienia przyjmowane są przy barze (co mnie osobiście odpowiada ;))

  2. Jak cudownie doskonale Cie rozumiem. Jestesmy z mezem biznesmenami, mamy dosc specyficzny w tych szeregach styl ubierania sie (elegancki). Od wielu lat jestesmy wegetarianinami , a od 5 weganami z przewaga RAW. Mieszkamy w Hiszpanii i tu obserwujemy dosc dziwny nurt bycia vege… jesli jestes vege to znaczy, ze musisz nosic dredy, sandaly, hipisowskie ubrania i nie depilowac (pach, nog etc). Kiedy wchodzimy do weganskiej restauracji czujemy sie bardzo wyobcowani dlatego czesciej wybieramy te tradycyjne, ale dobre… gdzie szef kuchni bedzie potrafil przygotowac nam cos weganskiego wiedzac co nieco o tej kuchni. Serdecznie pozdrawiam i bede tu zagladac 🙂

  3. A ja polecam Restaurację „Ciasna” w Toruniu, „Avocado” w Gdańsku Wrzeszczu, obok Awokado miłą kawiarnię również wegańską, a we Wrocławiu „Machina Organica” , nie wiem czy to kwestia nastawienia, ale dla mnie to co przeczytałam jest obce, jeśli jadam w restauracji to tylko w wegetariańskiej i nigdy nie miałam złych odczuć, zawsze spotykałam się z uprzejmą obsługą, nastrojowym klimatem.. Polecam się optymistycznie nastroić i życzę smacznego i etycznego 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. Fakt, weganie są różni, ale to tez się zmienia.. w sensie, że czasem trzeba wrzucić na luz. Ja zawsze byłam elegancka, więc różne miejsca do mnie nie pasowały. Ja miałam wrażenie, że nie pasuje do wegan.. wchodzę do knajpy, a każdy tam inny niż ja :p nie ukrywam, że na mnie też się dziwnie patrzyli jak weszłam w granatowym kostiumie przed kolano, marynarce, obcasach… ale za którymś razem zrobiłam jajo ;> i weszłam w eleganckiej koszulki, spodniach garniturowych, butach na obcasie, umalowana elegancko, z teczką, a potem rozpięłam koszulę, a pod spodem koszulka Proud to be Vegan 😀 (dokładnie taka http://vegezone.pl/koszulki/443-koszulka-damska-organiczna-biala-rolowane-rekawy-proud-to-be-vegan-roll-sleeve-t-mantis-.html ) . Miny ludzi nieziemskie i już nikt się więcej w takich miejscach dziwnie na mnie nie patrzył 😀 (w sensie nie to, że byłam intruzem, wszyscy zawsze byli mili i życzliwi, ale chcąc niechcąc TE spojrzenia gdzieś tam się pojawiały ;))

Opublikuj komentarz