Co Robert Jahoda zrobił dla Juliana Tuwima ze Słówek Boya?

Julian Tuwim – poeta, bibliofil i kawalarz musiał uwielbiać tę książkę. Wielkie umysły zawsze odnajdują powinowactwo. Niezależnie od odległości w czasie i przestrzeni. Tu jednak, te odległości nie były zbyt wielkie. Autor tej książki – równie wielki kawalarz: Tadeusz Boy Żeleński był zaledwie dwadzieścia lat starszy od Tuwima. Do trustu mózgów dołączył się jeszcze Tadeusz Gronowski, który zaprojektował okładkę. A dla Tuwima oprawił ją inny mistrz: Robert Jahoda – krakowski introligator.

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare02

Od tych wspaniałości, geniuszy i zachwytów, aż miesza mi się w głowie. Nie wiem czy pisać o oprawie, znakomitym projekcie okładki czy raczej śledzić rękopiśmienny podpis Juliana Tuwima i zastanawiać się czy i jemu podobała się ta książka? Co czuł ustawiając ją na swej półce? Z tych zachwytów estetycznych zapominam o Boyu, i zaraz pędem wracam do samego tekstu, który też dzielę na dwa, na autora i czytelnika, na Tadka i Julka. Czy ten drugi, w początkach swej kariery w jakiś sposób porównywał się lub  konkurował z Boyem? Z pewnością go podziwiał – taką szatę sprawia się tylko dla dobrych przyjaciół. Tu nie ma przypadków.

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare07

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare06

A Jahoda? O czym myślał złocąc „Boya” na królewskim karmazynie w centralnej części oprawy? O Boyu czy o Tuwimie, którego inicjały wyzłocił dokładnie w takim samym rombie na odwrocie?

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare08

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare03

Znów zaglądam i urzeka mnie sam tekst:

Pieśń o mowie naszej

Rzecz aż nazbyt oczywista,

Że jest piękną polska mowa:

Jędrna, pachnąca, soczysta,

Melodyjna, kolorowa,

Bohaterska, gromowładna,

Czysta niby błękit nieba,

Mądra, zacna, miła, ładna,

Słowo, Język— Ale czasem przyznać trzeba,

Że ten język najobfitszy

W poetyczne różne kwiatki,

W uczuć sferze pospolitszej

Zdradza dziwne niedostatki;

Że w podniebnej wysokości

Nazbyt górnie toczy skrzydła,

A nas, ludzi z krwi i kości,

Poniewiera gorzej bydła.

To, co ziemię w raj nam zmienia,

Życia cały wdzięk stanowi,

Na to — nie ma wyrażenia,

O tym — w Polsce się nie mówi!

Seks Pytam tu obecne Panie,

By od grubszych zacząć braków:

Jak mam nazwać «obcowanie»

Dwojga różnej płci Polaków?

Czy «dusz bratnich pokrewieństwem»?

Czy «tarzaniem się w rozpuście»?

«Serc komunią» — czy też «świństwem»,

Lub czym innym w takim guście?

«Cudzołożyć»? «Jawnogrzeszyć»? —

(Dalej już położę kreski,

Resztą może was ucieszyć

Józef Albin Herbaczewski).

Choć poezji święci wiosnę

Wieszczów naszych dzielna trójka,

Polskie słownictwo miłosne

Przypomina Xiędza Wujka!

Dowody najoczywistsze

Znajdziesz choćby w takim głupstwie,

Że polskiego słowa mistrze

Śnią o «rui» i «porubstwie»!!

W archaicznym tym zamęcie

Jak ma kwitnąć szczęścia era?

Gdzie zatraca się pojęcie,

Tam i sama rzecz umiera!

Ludziom trzeba tak niewiele,

By na ziemi niebo stworzyć,

Lecz wykrztusić jak: aniele,

Ja chcę z tobą — — cudzołożyć!!?

Jak wyszeptać do dziewczęcia:

Chcę «pozbawić cię dziewictwa»,

Nie obawiaj się «poczęcia»,

Kpij sobie z ja-wno-grze-szni-ctwa!

Jak kusić głosem zdradzieckim,

Wabić słodkich zaklęć gamą?

Każdy wyraz pachnie dzieckiem,

Każde słowo drze się: mamo!

Nazbyt trudno w tym dialekcie

Romansowe snuć intrygi:

Polak cnotę ma w respekcie

Lub «tentuje» ją — na migi!

Obyczaje, Flirt Stąd, gdy w Polsce do kolacji

«Płcie odmienne» siądą społem,

Główna cząstka konwersacji

Zwykła toczyć się — pod stołem.

Niech upadnie ci serweta —

Człowiek oczom swym nie wierzy:

Gdzie mężczyzna? gdzie kobieta?

Która noga gdzie należy?

Pantofelków, butów gęstwa

Fantastycznie poplątana

Stacza walki pełne męstwa:

Istny Grünwald Mistrza Jana!

Tak pod stołem wieczór cały

Gimnastyczne trwa ćwiczenie,

A przy stole — komunały

O Żeromskim lub Ibsenie…

Lecz najcięższą budzi troskę,

Że marnieje lud nasz chwacki,

Że już cichą, polską wioskę

Skaził żargon literacki;

Na wieś gdy się człek dobędzie,

Chcąc odetchnąć życiem zdrowszem,

Słyszy: «Kaśka, jagze bendzie

Względem tego co i owszem…»

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Poeta: Widzę tu zebraną tłumnie

Kapłanów sztuki elitę,

Co swe kudły wznoszą dumnie

Ponad rzesze pospolite.

Wy! «świetlanych duchów związek»

Wy! «idei stróże czystej»,

Wasz to jest psi obowiązek

Kształcić język ten ojczysty!

Skończcie wasze komedyje,

Schowajcie pawie ogony,

Żyjcie — czym każdy z nas żyje,

Idźcie — — kochać… za miliony!

Naród Dość nastrojów waszych, dranie!

Uczcie mówić waszych braci:

To jest wasze powołanie!

Od tego was naród płaci!

Język Język naszym skarbem świętym,

Nie igraszką obojętną;

Nie krwią, ale atramentem

Bije dzisiaj ludów tętno;

Musi naprzód iść z żywemi,

A nie tępić życia zaród,

Soków pełnię czerpać z ziemi:

Jaki język — taki naród!!!

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare05

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare04

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare01

Później wracam do Gronowskiego – przyglądam się okładce, która naturalnie prowadzi mnie z powrotem do oprawy, będącej fantazją na temat tej pierwszej: rzucają się w oczy przede wszystkim białe trójki trójkątów, które zmieniają się w złote i wychodzą z okładki na oprawę. Ciekawa jest też kombinacja, połączenie form geometrycznych z organicznymi. Całości dopełnia starannie dobrany, kwiecisty papier wyklejkowy. W projekcie oprawy nie znajdziemy prostych powtórzeń, rozwiązań z okładki, widzimy jednak ciekawą interpretację. Pełną zabawnej swobody, co z kolei nawiązuje do tekstu, do charakteru tego zbiorku. Jak również do właściciela dla którego został zrobiony – jak rzekłem we wstępie: dla kawalarza Juliana Tuwima, ale czy introligator Robert Jahoda był również wrażliwy na ten rodzaj humoru czy raczej wyczuł charakter tej książki i swego klienta?

Robert-Jahoda-Julian-Tuwim-blog-chwile-na-miare09

Najważniejsze jednak, że jak śpiewał kolejny geniusz – Jacek Kaczmarski:

I nawet teraz bardzo mi przyjemnie,
Że tak we własnych wątpliwościach grzebię.

Bo widzę, że ta notka* – to piosenka –
Dla siebie ją samego wykonuję…
To też jawnogrzech* – więcej grzechów nie pamiętam,
Ale tego jednego – nie żałuję!

 

 

 

 

* Cytat sfałszował autor wpisu.

Tadeusz Żeleński-Boy, Słówka, Instytut Wydawniczy Bibljoteka Polska, Warszawa 1925, oprawa: Robert Jahoda – syg. na wklejce, egzemplarz z biblioteki Juliana Tuwima

Share Button
  • Odwiedzin26981

Opublikuj komentarz